Bóg dwoił się i troił, narobił planet i gwiazd, w końcu ukleił człowieka; uczynił mężczyznę i niewiastę, i było to wpytne, na tyle że dał im władze nad wszelakim stworzeniem, a sam udać się ogarniać stygnące otchłanie kosmosu, który wówczas był jeszcze chaosem.

        Chodźcież tu moi drodzy – zawołał Bóg, a kiedy się zbliżyli, mężczyzna i kobieta, powiedział – Dobra ludziska, kapkę mnie nie będzie, gonie spiąć pewne tematy, czarne dziury i białe karły, a wy tu proszę zajmijcie się pilnowaniem stworzenia, to jest zwierząt i roślin, daje wam to wszystko w panowanie, gites wpytes co? Ale z jednego drzewa owoców weźcie nie jedzcie, bo was przeczyści, zresztą to drzewko rodzi niewiele, a to są moje ulubione owoce, więc zostawcie je dla mnie, okejos?

        Dobra, powiedział człowiek, a kiedy Bóg odpalił wroty, poszedł do węża i namówił go, żeby przekonał kobietę, żeby to ona zerwała owoc i dała mu do spróbowania, on się będzie na początku wzbraniał, ale w końcu ulegnie podszeptom, a dzięki temu zrzuci na nią winę jakby co.

        Owoc był cierpki i wywoływał potwornego kaca, ale i ciekawe wizje. To dzięki nim człowiek zrozumiał z jak majestatycznym dziełem ma do czynienia. A kiedy zrozumiał, postanowił działać, by uczcić Łojca w należny sposób i zadbać o jego piękne stworzenie. Zrobię tatusiowi niespodziankę, pomyślał, jak wróci to się chłop zdziwi, a pomysłów człowiek miał multum i do roboty chętne ręce kobiety.

        Najsamprzód zajął się drzewem wiadomości. Skoro Bogu było miłe ogrodził je kamiennym płotem, naprawdę wysoka jakość, całość uwieńczył zdobioną w roślinne ornamenty kratą tak żeby się żadne skurwiele zwierzęta nie połasiły na ulubiony przez Łojca owoc, bo już się małpy, te dziady jedne, zainteresowały. 

        Kolejnego dnia uregulował bieg rzeki, która przez rajski ogród przepływała i opływała teraz drzewo wiadomości tworząc wysepkę i było to dobre, a resztę jej biegu wpuścił w podziemny kanał, by niepotrzebnie nie zajmowała miejsca, bo zwierząt i roślin było masa, a miejsca w raju wcale nie tak wiele, zresztą planował wyplantować kawałek ogrodu, postawić szklarnię i zrobić rozsadę rajskiego drzewa, tak żeby Łojciec, jak wróci, miał owoców po pachy i nie musiał sknerzyć.

        Dnia następnego wpadł na pomysł by zacnie uczcić Stworzyciela  i postawić mu godną świątynię, wykarczował więc kawał lasów deszczowych, po co komu tyle krzaczysk, przejść się tędy nie da normalnie, tylko pająki, mrówki i inne robale mają używanie, a niedoczekanie. Na karczowisku walnął piramidę, wysoką aż do chmur, co miało symbolizować zaślubiony nieba i ziemi. I było to bardziej niż dobre.

        I choć kobieta sprzeciwiała się śmiałym pomysłom męża, on zgasił ją bierną agresją i wyrzutami sumienia – wszak dała się uwieść podszeptom węża i podkusiła do grzechu, więc zagnał niewiastę do szałasu, do garów, a sam przysposobił eleganckie lądowisko dla aniołów, oraz parking dla odwiedzających, a że prawie cały kamień poszedł na piramidę to skierował wszystkie rzeczułki w rury, tak żeby nie zajmowały miejsca, z ryb zrobił znakomity paprykarz, z rzecznych koryt wydobył piach, skruszył wapienną jurę, która szpeciła krajobraz dziwnymi nieregularnymi kształtami, zmieszał to wszystko i wylał wokół świątyni elegancki beton, beton to jest przyszłość, łatwy do posprzątania, równiutki, ej jakie to było świetne!

        Na wejściach do raju zainstalował bramki, wiadomo, za wejście trza płacić, nic nie ma za darmo, odbyła się tu poważna inwestycja, która się musiała zwrócić, zresztą zwierzynę trzeba za coś karmić, co prawda żarła owoce i niby niczego jej więcej nie było potrzeba, ale z owoców lepiej narobić dżemu i wciskać turystom, zwierzęta mogą jeść smaczną paszę. Trzeba przypomnieć Staremu, żeby stworzył turystów, zapisał człowiek w terminarzu.

        Wiadomo pasza z nieba nie spada jak manna, należy postawić linię produkcyjną, to jest halę fabryczną i zaplecze pracownicze. Pod nóż musiały pójść największe rajskie drzewa, deski obiciowe było już łatwiej pozyskać, znów kilka hekatrów lasu trzeba było wyciąć, ale co zrobić, jak chcesz coś mieć trzeba coś poświęcić, tak działa świat i było to wspaniałe.

        Następnego dnia podłubał w genach roślin, bo rosły jak chciały, nierówno, bez składu i ładu, porządek musi być, to się właśnie nazywa robienie kosmosu z chaosu, pod zmodyfikowane uprawy konieczne było dalsze karczowanie, przestrzeń życiowa zwierząt nieco się skurczyła więc zwołał walne zebranie, na którym ogłosił: hej ładne jesteście, ale obserwuję was od jakiegoś czasu i zauważyłem, że się wałęsacie bezładnie po rajskim ogrodzie, podgryzając drzewa, dewastując trawniki, bez sensu zupełnie, bardzo to niefajnie zachowanie, nieodpowiedzialne, niewdzięczne, to musi ulec zmianie, chyba się zgodzicie, że musimy działać razem dla wspólnego dobra, tak żeby nasz ojciec był zadowolony, prawda? Mam pomysł, żeby wszystkim było dobrze, żeby ten nasz raj naprawdę zaczął działać jak należy. I zamknął zwierzęta w pięknych wygodnych klatkach, z dostępem do świeżej wody i regularną paszą.

        A kiedy Bóg wrócił z lepienia odległych galaktyk człowiek pękał z dumy i przebierał nóżkami, żeby się pochwalić pracą. Patrz – powiedział człowiek, co tu odwaliłem, kawał dobrej roboty, co? Pamiętasz jak tu wszystko było niemiłosiernie pozarastane? Jaki nieład, a nawet chaos, straszne chaszcze, gąszcz niewymowny, chwaściska wysokie na dwa metry, krzaki, dziadostwo, ale od czego dałeś mi dwie ręce i mózg, co myślisz?

        Zobacz; drzewo wiadomości w centrum, to jego należne miejsce, patrz tu, marmurowe płyty wokół, granitowy cokół, wykończenia z malachitu, złote fugi, zobacz jak to wspaniale się komponuje z fontannami w tle, wszystko to zgodnie z regułą złotego podziału, to architektoniczna metafora kosmosu. 

        U stóp piramidy jeździła kolejka. Jak się znudzisz stwarzaniem światów to możesz tu usiąść i się wyluzować, pocziloać, patrz jaka zabawa, naciskasz guzik i lokomotywa jedzie przez miasto, drugi guzik – jedzie przez wieś, jest klika składów, które mogą sunąć różnymi trasami, świetne co? Oczywiście można to rozbudować, myślałem o tym, co prawda wybieg słoni uległby zmniejszeniu, ale zauważyłem, że hultaje wcale nie korzystają z całego wybiegu, zwykle siedzą w cieniu jednego drzewa, gdyby miały więcej drzew to rozlazły by się po całym terenie, główka pracuje, co?

        Bóg westchnął, a człowiek wyprężył pierś czekając na medal – Już? Skończyłeś z tym farmazonem? Ty chyba jesteś zaburzony, co? Jesteś, czy nie? Chyba tak, debilu francowaty, głupia tępa niedojdo, zepsuta niedorajdo, spieprzyłeś mi tu wszystko, wywróciłeś do góry nogami! Skruszony mężczyzna wyciągnął z jaskini kobietę – Ja przecież nic, tyle co tylko, to ona, ona podżegała, ona namówiła! W płaczu i łkaniach rzucił się do stóp Łojca, ale ten nie miał zamiaru przytulić, kopnął tylko człowieka w dupę, tak że ten wyleciał z hukiem z rajskiego ogrodu. Idź z nim go pilnuj – powiedział kobiecie – przecież idiota sam se nie da rady.

        Nie miał racji, człowiek wylądował tyłkiem w pyle i od razu rozkminił – łebski był – że pył to świetny składnik betonu i wybetonuje Bogu świątynię, że głowa mała, a kiedy on to zobaczy to wybaczy i będzie to dobre.  


Sławomir Shuty (właśc. Sławomir Mateja) – polski prozaik, fotograf i reżyser. Najbardziej znany z działalności pisarskiej, publikował w Rastrze, Lampie i Iskrze Bożej, brulionie, stale współpracuje z Ha!artem, gdzie przez pewien czas prowadził dodatek pt. Baton, kontynuowany obecnie na portalu Ha!artu. Współtwórca krakowskiego Klubu Artystycznego Galeria T.A.M. Wychował się w blokowiskach Nowej Huty, jego pseudonim jest zniekształconym zwrotem „z Huty”. Laureat Paszportu Polityki w dziedzinie literatury za powieść Zwał („za literacki słuch, za pasję i odwagę w portretowaniu polskiej rzeczywistości”), za którą w grudniu 2004 r. uhonorowany został Nagrodą Krakowska Książka Miesiąca. Gościnnie prowadził warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.