KIRKUT W TARNOPOLU
Jadłem czy sen widziałem,
że ktoś mówi: jedz, nie bój się,
jest w każdej poziomce przodek czy może sąsiad,
może nauczyciel historii,
który wiele ukrywał i mówił
o wiele mniej od tego, co wiedział,
ale nie ma go już,
czy może poeta spocony, zmęczony,
czerwony od słońca i alkoholu,
który ukrywał smutek za śmiechem,
lecz nie ma go już?
Zostałem pośród macew,
nie wiem, czy śpię, czy już nie,
zostałem w pomarańczowym słońcu,
a w trawie żółtawej drobne, czerwone plamy:
to miliard poziomek.
ALEKSANDER WAT
Skrzydło spokoju, skrzydło
spokoju, skrzy-
dło spo-
koju, s-
krzyd-
ło s-
po-
ko-
ju,
skrzydło spokoju, skrzydło spokoju, skrzydło spokoju, skrzydło
spokoju, skrzydło spokoju, skrzydło spokoju, skrzydło spokoju
uderza w moją głowę, uderza w moją głowę, uderza w moją
głowę, uderza w moją głowę, uderza w moją głowę, uderza
w moją głowę, nie jestem właścicielem, właścicielem nie
jestem swojego ciała w jadalni dla żołnierzy: dziś dają białą zupę
z makaronem, biały chleb, kaszę kukurydzianą z warzywami
i odrobiną duszonego mięsa, jedną parówkę i gotowany
burak z olejem, można też dostać herbatę lub kawę
z herbatnikami, jabłko, pogląd kucharza, okulary
rekruta z Batumi, ostrożne spojrzenie Kolumbijczyka,
z którym przed chwilą stałem w kolejce do okulisty
na komisji lekarskiej, tu mamy kolejną wojnę oraz język
hiszpański w interpretacji Amerykanina, który ma
tryzub i flagę ukraińską na ramieniu i który
grzecznie podziękował kucharzowi
za ten obiad, muy sabroso, powiedział, a starszy kapral
powiedział mi o kwadrans wcześniej:
niech pan zaczeka, niech pan zje obiad,
pozna pan po zapachu, gdzie
iść, dobrze, dobrze jest,
powiedziałem.
PO TWARDYCH NASIONACH
Póki byliśmy razem, zebrałem plon kukurydzy na
cudzym polu, żółte dojrzałe nasiona były już zbyt
twarde i niezbyt słodkie, pomimo to ugotowałem je w
słonej wodzie i pożądliwie zjadłem jak
wspomnienia czy przypomnienia, po których
bolały mnie szczęki i policzki, od tych
twardych nasion o smaku przeszłym i
pełnym, rozgryzanie ich przypominało mi, jak bez
wstydu można korzystać z nabytku
współczesnej poezji i nie wstydzić się
nieumytych zębów porównania i metafory
jak dziurki w skarpetce, i to rozgryzanie
żółtych nasion kukurydzy jak korzystanie z
ciała, przytulanie udami do ud, ustami do
uszu, choć mięśnie szczęk bolą po tych
twardych nasionach, które nigdy nie
mogłyby się dość ugotować, nigdy nie
stałyby się dość słodkie i miękkie, nawet
jeśli zostalibyśmy razem.
Wiersze z tomu "Już nie boli", wydanego w Krakowie przez Ha!art w 2023 roku

Jurij Zawadski (ur. 1981 r. w Tarnopolu) – poeta, wydawca, muzyk, literaturoznawca i aktywista społeczny. Eksperymentator i performer. Doktor nauk filologicznych. Na Ukrainie znany jest jako poeta ekstremalny, stale poszukujący nowych środków wyrazu i gatunków poetyckich. Tworzy m.in. charakterystyczną poezję fonetyczną – wiersze bez słów, w których główną rolę odgrywają dźwięki i sylaby. Uczestnik licznych projektów muzycznych. Nagrał płytę z zespołem ZSUF, obecnie współpracuje z noisową grupą Subprodukt (Ukraina-Szwecja). Poza twórczością własną zajmuje się działalnością translatorską i wydawniczą; jest założycielem i szefem wydawnictwa Krok. Mieszka w Tarnopolu.