Впливаєм в тишину сухого океану

Пірна у зелень віз, як човен, аж на спід

У трави і в квітки, немов шукає брід,

Минувши острівці зотлілого шафрану.

 

Темніє вже .Нема ні шляху ,ні кургану,

Шукаєм в небі зір, щоб не згубити слід.

Там хмарочка пливе .І манить небозвід.

І над Дністром блищить маяк із Акерману.

 

Як тихо! Й ти мовчи! Почуй, як неодмінні

Курличуть журавлі у синій височіні

Й метелик враз оцю нічну траву колише.

 

А вуж слизький спішить хутчіш в бур’ян пірнути

Навколо – безгомінь, аби зумів почути

Ти згук Литви: – У путь! Примариська не кличуть.

 

З польської переклав

                            Ігор Фарина

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,

Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,

Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,

Omijam koralowe ostrowy burzanu.

 

Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu;

Patrzę w niebo, gwiazd szukam przewodniczek łodzi;

Rzeka, ŚwiatłoTam z dala błyszczy obłok? tam jutrzenka wschodzi?

To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu.

 

Stójmy! – Jak cicho! – Słyszę ciągnące żurawie,

Których by nie dościgły źrenice sokoła;

Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie,

 

Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła.

W takiéj ciszy – tak ucho natężam ciekawie,

Że słyszałbym głos z Litwy. – Jedźmy, nikt nie woła!